Według Homera (tego ze starożytnej Grecji, nie Homera Simpsona) oliwa była płynnym złotem. Także dla Rzymian była sekretem szczęśliwego i długiego żywota, na spółkę z winem. Egipcjanie dodawali ją zmarłym na ostatnią drogę, by dostarczała im przyjemności w zaświatach. Inne starożytne ludy również uważały drzewo oliwne za wynalazek bogów. I być może coś w tym jest, bo mało jest innych drzew, dożywających ponad 1000 lat, z drewnem niezwykle odpornym na próchnienie i tak życiodajnymi, zdrowymi owocami i nasionami. Oliwki oznaczały boski dar, bogactwo, zwycięstwo oraz siłę, płodność i chwałę. Znana obecnie oliwka europejska pochodzi od dzikiej odmiany oliwek, porastających wybrzeża Morza Śródziemnego już w prehistorii. Najstarsze pestki owoców drzewa oliwnego znaleziono na górze Karmel już około 8 – 9 tysięcy lat przed naszą erą. To właśnie wtedy, według legend, ludzie po raz pierwszy poznali smak oliwek, ale jako rośliną uprawną, oliwka stała się dopiero około szóstego wieku przed naszą erą, a wytłaczanie z niej oliwy datuje się na piąty – czwarty wiek przed naszą erą.
Duma każdej kucharki zostanie boleśnie urażona, jeśli podejmie gości wybornie przyrządzoną pieczenią, a część z nich wyzna z dumą, że są wegetarianami. W takiej sytuacji nie ma winnych, ale pozostaje jakiś niesmak i obustronny niedopowiedziany żal.
Zupa z zielonej soczewicy ze względu na wartości odżywcze jest daniem idealnym dla dużej ilości ludzi o różnych nawykach żywieniowych. Jest daniem wegetariańskim, zawiera akcenty z ciepłych rejonów znad Morza Śródziemnego, ale jest też jakby stworzone dla polskiego żołądka przyzwyczajonego do sycących potraw. Soczewica doskonale zastępuje mięso. Ta bliska kuzynka fasoli zawiera błonnik, łatwo przyswajalne białko i mnóstwo witamin.
Szybko przyrządzana i pożywna zupa z soczewicą jest rajem dla podniebienia. Gęsta mieszanka roślin strączkowych, włoszczyzny, cebuli, czosnku, ziemniaków, pomidorów i ostrych przypraw (pieprz, curry) daje niepowtarzalny smak i aromat. Garnek zupy z soczewicy sprawi, że zadowoleni będą goście – jarosze, goście mięsożerni oraz sama kucharka, widząca błogość na twarzach nakarmionych.
Ostatnimi czasy w telewizji możemy oglądać coraz więcej programów kulinarnych. Na ekranie gotują zarówno profesjonalni, zawodowi kucharze z doświadczeniem, jak i ludzie z branżą gastronomiczną na co dzień nie związani – czyli np. aktorzy. Skąd jednak ten gastronomiczny medialnym szał? Otóż Polska po latach, kiedy byliśmy zapatrzeni tylko i wyłącznie w naszą kuchnię narodową, zaczęła odkrywać smaki z całego świata. Jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych nie do pomyślenia było, ażebyśmy w kuchni używali innego cukru niż ten tradycyjny, zwykły – biały. Obecnie panuje natomiast moda na cukier brązowy. Podobnie było np. z owcami morza i różnymi tego typu daniami. Po prostu nie wyobrażaliśmy sobie, jak można jeść ośmiornice. Teraz wszyscy zachwalają smak tego żyjątka i dodają, że smakuje prawie tak jak kurczak. Właśnie stąd ten telewizyjny bum. Społeczeństwo musi iść kulinarnie z duchem czasu i uczyć się nowych smaków, przypraw, potraw, a telewizja przecież ma pełnić misję edukacyjną.
Jedną z najciekawszych propozycji, a jednocześnie najskuteczniejszą, jeśli chodzi o diety, jest opracowana stosunkowo niedawno dieta Dukana, w której w przeciwieństwie do diety dr Budwig nie jest potrzebny olej lniany. Co prawda zwraca się uwagę stosujących ją na możliwe potencjalne dolegliwości, jakie może wywoływać, co potwierdza ośrodek terapii uzależnień jednak ani trochę nie umniejsza to jej popularności o czym można się przekonać wybierając się na wczasy odchudzające. Dzieli się ona na kilka etapów: w pierwszym spożywa się jedyne produkty z wysoką zawartością białka oraz duże ilości wody, ewentualnie herbat ziołowych oraz napojów bez zawartości cukru. Faza ta trwa od 5 do 10 dni. W drugiej fazie do diety dochodzą warzywa, ten etap trwa kolejne 5 dni. Oba cykle następnie należy powtórzyć i to tyle razy, aż nasza waga ustabilizuje się na oczekiwanym poziomie. Można ewentualnie wprowadzić owoce, produkty zawierające skrobię oraz pieczywo pełnoziarniste. Dwa dni w tygodniu stanowią wyjątek – jeden przeznaczamy na jedzenie tego, co chcemy, drugi – wyłącznie na produkty białkowe. W ostatnim tygodniu odwracamy proces, jedząc co chcemy przez 6 dni, a siódmego produkty białkowe.